Przemierzając wczoraj wieczorem po pracy standardową ścieżkę w stronę autobusu, nie zabrakło nawoływań i zaproszeń na tylne siedzenie motorbika.
Z lewej strony nieśmiało machający Wietnamczyk, z przodu nadjeżdżający pędzący niczym błuskawica chudy kierowca wydziera się na całe gardło: madame motorbike madame motorbike!! Tak tak, to własnie ja, ale po co od razu tyle krzyku.
Wśród tych tłumów i wrzasków o mało co i bym nie usłyszała skromnego dochodzącego zza rogu głosu: Madame Honda!
Już nie jestem jakąś tam zwykłą madame motorbike - teraz jestem obrandowana Madame - Madame Honda!
maRenza
RYŻa maRenza na azjatyckich ścieżkach - Wietnam&China. W poszukiwaniu przygód i doznań biznesNovych, smakowych i kulturalnych.
poniedziałek, 9 listopada 2009
piątek, 16 października 2009
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Upojenie OK!AZJĄ -> Singapur

Kolejna wyprawa sięgnęła poza granice Wietnamu. Trafiłyśmy do pięknego, czystego, zielonego, pełnego shopingów Singapuru. Nawet mężczyźni jakby bardziej przystojni...przez moją rudą głowę przelatuje myśl, aby uwić tutaj rodzinne gniazdko.
Po tym pozytywnym wrażeniu przyszedł czas na drugie wrażenie, które rozmyło wszelkie nadzieje na możliwość cywilizacji. Muszę przyzwyczaić się do panujące w tej cześći świat cywilizAZJI.
Dzielnica Little India, w której umiejscowiony był nasz hostel przywitała pachnącym curry Hindusem, który zaskoczył nas znajomością technologii EDI (:-0).
Piersze kroki skierowałyśmy do hinduskiej świątyni, potem wpadłyśmy prosto w paszczę lwa, który przybrał postać szaleńców tąńczących na ulicach, śliniącego się i wygłodniałego pomyleńca w kolejce po osławiony hinduski placek. Przerażona tymi widokami Ania nie pozwoliła mi się nacieszyć smakiem placka, którego połykałam w całości nabawiając się przy tym wrzodów.
Wyleczyłam się z podrózy do Indii.
Pierwszy zaliczony shopping mall (w tym przypadku użycie słowa 'mall' jest lekkim nadużyciem ) prezentował modę lat 70-tych, średnia wieku klientów sięgała 60 lat.
Zaczynam się zastanawiać czy aby trafiłyśmy do tego właściwego Singapuru.
Tak! Nagle krajobrazy zaczynają przypominać obrazki z pocztówek - jesteśmy uratowane.
Nowoczesne pnące się w górę budynki, szerokie chodniki, których tak mi brak w Wietnamie, tętniące nocne życie, mieszkana narodości, wyznań i smaków. Posmakujcie sami tego miejsca:
http://picasaweb.google.com/marzena.kowalkowska/Singapore?authkey=Gv1sRgCLSdyaK-n_CofQ&feat=directlink
czwartek, 20 sierpnia 2009
To już 2 miesiące....

...czas w Azji niesamowiecie szybko mija.
Czas na małe wspominki i analizę bieżącej sytuacji.
KIEDYŚ:
Środek lokomocji = taksówka
ubrania = wyłącznie z polskich sklepów
znajomość języka = 5 słów na krzyż
ulubione dania = arbuz i ananas
DZIŚ:
środek lokomocji = taksówka(20%) + autobus
ubrania = wietnamizacja następuje w niesamowitym tempie, ostatni tydzień to kolejne 4 wietnamskich fatałaszków
znajomość języka = dalej na beznadziejnie niskim poziomie, body language odgrywa dominującą rolę
ulubione dania = arbuz, soczek ananasowy, suszone banany z orzechami, kujczak, akceptuję tak znienawidzony na początku sos rybny....
Strach pomyśleć jaki jest kolejny etap ewolucji - akceptacja wietnamskich mężczyzn???
Czas chyba wracać do domu...
sobota, 15 sierpnia 2009
Bliskie spotkania 3 stopnia z wietnamskim mężczyzną....FOOT massaaaaaage!
Zapowiadał się bardzo spokojny i leniwy łikend.
Wreszcie dłuższy niż 5 godzin sen. Kontynuacja europejskich smaków - obiad w wersji francuskich naleśników z nutellą i bananami.
Wieczorem postanowiłyśmy ruszyć w 'miasto' sprawdzić jak toczy się prawdziwe życie nocne. Trafiłyśmy tym razem do klubu Go2, gdzie tłoczą się zagraniczni turyści, klimaty muzyczne przywołują wspomnienia lat 80 i 90-tych.
Tutaj napotkałyśmy australijskich turystów i tak od słowa do słowa urosła rozmowa, wymieniliśmy własne doświadczenia z podróży. Okazało się, że jeszcze przed nami wiele nieodkrytych przeżyć - postanowiłyśmy to nadrobić ten nocy. Foot-massage!
Trafiłyśmy tutaj dzięki rekomendacji - w sprawdzone zręczne dłonie oddamy dzisiaj swoje stopy.
Masarnia, bo tak muszę nazwać salę gdzie odbywają się masowe masowania pomieścić może 15 osób, każdy ma swój fotelik, masażystkę (to wersja dla męskiej części klienteli) oraz masażystę - opcja dla kobiet.
Niech nikt nie da się zwieść nazwie - foot massage, to w rzeczywistości masaż od stóp do głów.
Mój wietnamski masażysta wymasował całe moje ciało - nogi od palców do pachwin (:-0), moje pośladki zostały potraktowane przez jego kolana (:-0), a mój kręgosłup łupnął 2 razy gdy rozpoczęliśmy sesję rozciągania. Efekt lekkich nóg i całej reszty ciała warty jest swojej ceny - 20zł za godziną sesję.
Bezcenne!
niedziela, 9 sierpnia 2009
Nie spać! Zwiedzać!
Ostatnie 2 tygodnie minęły w atmosferze niedospania, ciągłego ruchu, poznawania miasta, nowych ludzi. 5 godzin snu dziennie, ogrom emocji. Zaczynamy czuć się jak na ostatnim kilometrze maratonu, niby meta tuż tuż, ale sił już brak.
To może nad morze, gdzie gorący piasek, piekące słońce i szum fal przyniosą ukojenie skołatanym myślom i wymęczonym ciałom.
Obieramy kierunek na północ -> Mui Ne - mała miejscowość oddalona od Saigonu 220 km, do której docieramy sleeping autobusem. 5 godzin podróży to studium przypadków:
- muzycznych - kierowca nas raczy wietnamskimi love songami
- kulinarnych - z prawej dolatuje zapach rybki, z lewej ryżu z sosem rybnym, z tyłu wyciągnięte nogi sąsiada;
- miłosnych - parka azjatyckich chłopców...pozostawiam to waszej wyobraźni.
Widok jaki ukazał się moim oczom przekroczył najśmielsze oczekiwania - raj w Wietnamie! Kto by się tego spodziewał, no na pewno nie ja. Pal licho, że pokój w hostelu lekko zajeżdża grzybnia i pleśnią, brak okna - na to akurat przygotowałam się psychicznie.
Vamos a la playa poczuć wiatr we włosach, pomnożyć liczbę piegów na twarzy.
Nie ma co się rozpisywać - 2 piękne dni ze słońce za pan brat, nasiadówki w knajpce na plaży w doborowym towarzystwkie królewskich krewetek, francuskich naleśników - raj wkoło, niebo w gębie.
Moje życie pełne niespodzianek i tym razem mnie nie zawodzi.
Noc pod gołym niebem na plaży w oczekiwaniu na powrotny autobus, który w rozkładzie jazdy figuruje przy godzinie 2:00.
Przystanek to ławeczka pod gołym niebem pod osławionym hostelem...bryza nadmorska w przeciągu kilku sekund przeistacza się w burzę...w całej miejscowości gasną światła, z Anią chronimy się pod pelerynką i tak godzinę czekamy na wybawienie i autobus do domu. Godzina 3 i ani widu ani słychu, więc postanawiamy przebiec na główny przystanek...wietnamskie sandały niosą nas przez kałuże, główną drogą oświetloną tułającymi się od czasu motorajkami. Tutaj również brak autobusu...zmęczone wracamy do hostelu i prosimy o pomoc. Nasi przemili gospodarze wykonują parę interwencyjnych rozmów, z których nic nie wynika, bo autobusu jak nie było tak i nie ma. Pozostaje nam przespać noc i z samego rana złapać autobus nacht Saigon. Po krótkich negocjacjach, które ograniczyły się do pokazania banknotu 100-tysięcznego 'hospodyni' zaprasza nas do pokoju. Nerwy zaczynają puszczać, ubrane w piżamki gotowe do snu nagle słyszymy hałas dochodzący z ulicy i pukanie do drzwi -AUTOBUS!
tylko 2 godziny spóźnienia. Jak prawdziwe wietnamki ubrane w piżamki wskakujemy do autobusu - czas do domu!
środa, 5 sierpnia 2009
Winda. Connecting people!
Każdy dzień przynosi nam nowe znajomości - kultury, smaków, zachowań, ludzi.
Dzisiejszy dzień to nowy znajomy napotkany w windzie - Calvin, chłopak z USA, który przyjechał odnaleść swoje korzenie.
Lekcje angielskiego i wietnamskiego mamy za darmo :)
Dzisiejszy dzień to nowy znajomy napotkany w windzie - Calvin, chłopak z USA, który przyjechał odnaleść swoje korzenie.
Lekcje angielskiego i wietnamskiego mamy za darmo :)
My name is Madame Motorbike!

Jak tylko wychodzę na ulicę, każdy woła za mną: Madame Motorbike!
Podoba mi się to moje nowe wietmaskie imię :)
Rysunek autorstwa Filipa Depy - all rigths reserved!
http://www.oneform.pl/
Subskrybuj:
Posty (Atom)